Po górskiej wyprawie po Himalajach, święcie Holi i spacerze do dżungli pozostało tylko dobre wspomnienie. Niebawem miałem opuścić Nepal. Wcześniej jednak czekało mnie odwiedzenie kilku miast leżących w Dolinie Katmandu oraz poznanie historii, kultury i architektury ze środkowej Azji.

Dzień 13 17.03.17 Swayambhu Stupa – Świątynia małpŚwiątynia małp
Nad ranem, zaraz po przebudzeniu, zastała mnie mała niespodzianka. W nocy ktoś dobrał się do mojej torby i podkradł mi cały mój suchy prowiant. Od razu domyśliłem się kto mógł to zrobić, jak tylko usłyszałem szczekanie hostelowego szczeniaka Momo gdzieś w budynku. Tym razem dzień musiałem rozpocząć bez śniadania.

Plan tego dnia obejmował zwiedzenie świątyni – Swayambhu Stupa. Trasa do niej, jaką przypadkowo obrałem, wiodła przez biedną dzielnicę Katmandu. Stolica Nepalu nie cieszy się dobrą opinią na temat czystości ulic, jednak ta część miasta była znacznie gorsza pod tym względem. Wszędzie obecny był brud i nieprzyjemny zapach. Dodatkowo na wysypisku śmieci, zaraz przy osiedlu mieszkaniowym, żerowały świnie.

Dopiero na obrzeżach w zachodniej części stolicy zrobiło się przyjemniej. To też tam górowała świątynia małp. Wzniesienie było otoczone murem młynków modlitewnych, a nad głowami między gałęziami drzew ciągnęły się tybetańskie kolorowe flagi. Dookoła kręciły się makaki i rezusy, które zawsze chętnie wyciągały swoje ręce po jedzenie przechodniów.

Do samego szczytu prowadzi 300 stromych schodów, na którego końcu znajduje się śnieżnobiała kopuła stupy i rozciąga się panorama na całe miasto. Sama kopuła jest symbolem stworzenia i ozdobiona posągami Buddy, będąca bardzo ważnym ośrodkiem religijnym w tym kraju z wieloletnią tradycją. Istnieje nawet legenda tego miejsca która mówi, że kiedyś Dolina Katmandu była wielkim jeziorem, a Swayambhu była wyspą. Pewnego dnia bodhisattwa Mańdżuśri osuszył dolinę, a kwiat lotosu który osiadł na wzgórzu przemienił się w stupę czyli w sakralną budowlę buddyjską. Teraz Swayambhu widać z prawie każdego miejsca w stolicy.

Wieczór po raz kolejny spędziłem w centrum miasta, by zobaczyć jak zapada zmrok nad stolicą.

Dzień 14 18.03.17 Bhaktapur
Rankiem dojechałem ciasnym i głośnym autobusem miejskim do Bhaktapur, wyjątkowego historycznego miasta Doliny Katmandu. Przez jej centrum prowadziły mnie małe i wąskie uliczki kompletnie niedostępne dla pojazdów silnikowych. Buduje to wrażenie spokojnej i cichej miejscowości, a średniowieczna architektura sprawia, że czas stanął w miejscu. Durbar Square w Bhaktapur wydaje się być najładniejszym ośrodkiem historycznym w całej Dolinie Katmandu. Na placu stoi XV w. pałac królewski zwany Pałacem 55 Okien, piękna zdobiona Złota Brama, buddyjskie i hinduskie świątynie Taleju i Vatsala oraz rzeźbione posągi bóstw.

Na jednym z bliźniaczych placów miasta zachowała się pięciopoziomowa świątynia Nyatapola umieszczona na wysokich fundamentach, która została zbudowana w rekordowym czasie 17 miesięcy. Świątynia poświęcona jest Lakszmi, bogini szczęścia, bogactwa i piękna.

We wschodniej części Bhaktapur znajduje się XV w. trzypiętrowa świątynia Dattatreya, której ściany zdobią rzeźby erotycznych scen. Przed budynkiem stoją wielkie posągi zapaśników Malla, które strzegą wejścia.

W drodze powrotnej do stolicy zauważyłem, że Nepalczycy chętnie dosiadają się do mnie w autobusie. Wolnych miejsc nigdy nie brakuje ale gdy tylko miejsce obok mnie jest puste ktoś je zajmuje. W większości bywały to dzieci, które cały czas się uśmiechały i przyglądały mi się bez słowa.
Idąc z dworca autobusowego do hostelu zaszedłem na chwilę na Tundikhel, będącym największym placem w stolicy, który znajdujący się w jego centrum. Południowa części tego placu służy do grania w krykieta oraz w piłkę nożną. Kiedy dzieciaki widziały mnie z aparatem prosiły o zrobienie zdjęć podczas grania w ich ulubiony sport. Północna cześć placu jest natomiast zamknięta i wykorzystywana głównie w czasie ćwiczeń wojskowych oraz dużych imprez.

Koło południa nad miastem rozeszła się ulewa, która uśpiła stolicę na kilka godzin. Ulicę opustoszały i zamiast miejskiego hałasu słychać był tylko odgłos ciężkich kropel uderzających w okna. Kiedy wieczorem deszcz ustąpił życie wróciło na swój poprzedni tor i znów zapanował gwar na ulicach.

Dzień 15 19.03.17 Świątynia Paśupatinath i Katmandu Durbar Square
Ostatni dzień w stolicy pozostawiłem na odwiedzenie we wschodniej części miasta Katmandu Paśupatinath. Jest to hinduistyczna świątynia uważana za najświętszy przybytek Śiwy w Nepalu. W granicach tego sanktuarium przebywają pątnicy ubrani w żółto-pomarańczowe stroje. Są to Sadhu, hinduscy wędrowni asceci, z długimi związanymi włosami i wymalowanymi twarzami. Siedząc na okolicznych murkach chętnie dają się fotografować przez turystów za pieniądze. Świątynia Pashupatinath słynie z ceremonii kremacji, które odbywają się wzdłuż rzeki Bagmati, której nurt niesie prochy zmarłych do świętej dla hindusów rzeki Ganges. Hindusi wierzą, że dzięki temu zmarli odrodzą się w przyszłości w nowym wcieleniu.

W drugiej części dnia zdecydowałem się zobaczyć pałac przy Durbar Square Katmandu. Konkretnie kompleks pałacowo-świątynny, Hanuman Dhoka, który został wybudowany w XVI w., a następnie rozbudowywany przez kolejne dziesiątki lat. Cały kompleks jest podzielony na kilka części. Na jego początku znajduje się brama wjazdowa do pałacu Hanuman. Zaraz za nią dziedziniec Nasal Chok, na którym przez setki lat odbywały się koronacje królewskie. W tym samym miejscu widnieją portrety wszystkich władców z dynastii Malla, a nad dziedzińcem góruje dziewięciokondycyjna wieża Basantapur. Kolejnym dziedzińcem jest Mul Chok z pałacem dedykowanym Taleju Bhawani, opiekuńczej bogini rodziny Malla. Na samym końcu znajduje się mieszkalna rezydencja Mohan Chok dla kolejnych królów Malla.

Kiedy zapadł zmierzch zrobiłem sobie spacer ciasnymi uliczkami Katmandu, by po raz ostatni przyjrzeć się beztroskim twarzom Nepalczyków i pożegnać się z tym głośnym ale naprawdę ciekawym i pięknym krajem.

Dzień 16 i 17 20-21.03.17 Powrót
Kiedy ruszyłem na lotnisko większość stolicy jeszcze spała. Gdzieś w połowie drogi minąłem królewski pałac Narayanhiti, skrywający się za wysokim murem. Z tym miejscem wiąże się mroczna historia, która zdarzyła się ponad 15 lat temu. 1 czerwca 2001 roku zginął tu ówczesny król Nepalu wraz z najbliższą rodziną z rąk innego członka rodziny królewskiej pod pretekstem zemsty. Rzekoma zemsta dotyczyła odmówienia królewiczowi wybrania sobie własnej wybranki na żonę. Królewski zabójca rządził przez kolejne 3 dni po czym popełnił samobójstwo. Sytuacja ta wprowadziła chaos na cały kraj przez następne parę lat. Pałac w dalszym ciągu funkcjonuje, a część tego budynku została wydzielona na publiczne muzeum.

Gdy dotarłem na lotnisko potrzebowałem skorzystać z punktu informacyjnego. Na miejscu okazało się, że niestety nikt po angielsku nie potrafił mówić. Odesłano mnie do podobnego miejsca w innej części budynku, gdzie trafiłem na gadatliwego młodego Nepalczyka. Ten chętnie mi pomógł, jednak nim uzyskałem odpowiedź musiałem odbyć krótką rozmowę towarzyską oraz nawiązać kontakt facebook’owy.
W momencie kiedy przechodziłem przez nepalską kontrole bezpieczeństwa miałem wrażenie, że procedury działania dalece odbiegają od europejskich. Czasem kiedy turyści przekraczali piszczącą bramkę albo obchodzili ją bokiem nikt nie reagował. Zwyczajnie Nepalczycy pracowali dalej po swojemu.

Po odbyciu lotu z przesiadką w Stambule, doleciałem po wielu godzinach do stolicy Wielkiej Brytanii. W Londynie miałem ponownie parę godzin by przejść się nocą nad Tamizę. Tym razem czasu starczyło by rzucić okiem na pięknie oświetlony London Bridge.

Ostatni lot do rodzinnego miasta był już tylko formalnością, ale przygody z centralnej Azji okazały się jedne z najciekawszych jakie dane mi było doświadczyć. Nepal okazał się niesamowicie przyjaznym krajem, a ludzie na ulicach byli zawsze mili, uprzejmi i chętni do nawiązywania kontaktów. Podróżnicy są zawsze w Nepalu gorąco witani i często rozpytywani przez Nepalczyków o inne części świata. Godzinami można by rozmawiać z mieszkańcami o kulturze, buddyzmie czy o własnym domu. Każdy dzień spędzony w tym kraju pokazał mi dziesiątki pięknych miast i wsi, setki nowo poznanych osób i świątyń oraz tysiące niezapomnianych przygód, które chętnie bym przeżywał każdego dnia raz jeszcze.
Będąc w Himalajach doświadczyłem niesamowitej wędrówki, poczułem ducha tych pięknych gór. Pogoda nie zawsze była idealna, ale zawsze widok najwyższych gór świata zapierał dech w piersiach. Nie bez powodu Nepal nazywa się krajem Na dachu świata.