Grecja – Kurs do zatoki wraków!

Pewnego dnia siedząc w pracy, zawalony robotą, dostałem niespodziewany telefon. Dzwonił Jarek, mój chrzestny.
– Cześć Daniel, w następne wakacje wybieramy się popływać jachtami po zachodnich wyspach Grecji. Zbieram ludzi, nie chcesz się płynąć z nami?
Przez myśl przeszła mnie tylko jedna myśl. “Nie jestem fanem sportów wodnych.”
– Pewnie, bardzo chętnie. – Odpowiedziałem od razu. Wiedząc, że nie potrafię wytrzymać 10 minut na plaży.

Grecja – Morze Jońskie

1. Ruszamy!


Kilka miesięcy później stałem na terminalu lotniczym niedaleko miasta Korfu, wraz z załogą pierwszego jachtu. Zespół drugiej łodzi miał pojawić się dnia następnego w marinie Gouvia na wyspie Korfu.



Pierwszą noc spędziliśmy jeszcze na suchej ziemi. A następnego poranka ruszyliśmy odebrać łódź. Naszym statkiem okazał się 11 metrowy morski jacht żaglowy – Bavaria. Spory pokład, obszerna mesa, 2 toalety i 4 kajuty miały być naszym domem przez najbliższe kilka dni. Naszym celem miała być żegluga po morzu Jońskim wraz z dotarciem do wyspy Zakinthos, odwiedzając po drodze kilka morskich portów.


Koło południa zespół drugiego jachtu. Uzupełniliśmy wspólnie zapasy na najbliższe parę dni i przed zachodem słońca popłynęliśmy w stronę miasta Korfu.


Przed zmrokiem, mieliśmy już zacumowane obie łodzie przy nabrzeżu w samego Korfu.


Miasto natomiast powoli budziło się do nocnego życia. Wąskie uliczki, restauracje, kawiarnie zapełniały się turystami. Wszystko zaczynało się rozkręcać.








2. Na południe

Ze snu zbudziły mnie silne fale uderzające w jacht. Mocny wiatr kołysał wszystkie statki w okolicy. Przystań, w której zacumowaliśmy, nie miała żadnej osłony mogącej uchronić przed morskimi falami oraz silnym wiatrem. W oddali usłyszałem odgłos tępych uderzeń. Kilka metrów dalej jeden z cumujących jachtów zerwał się z kotwicy i uderzył w betonową ścianę nabrzeża. Przy jego burcie brakowało kilku odbojników, a na statku nie było właściciela. Jarek prowizorycznie zabezpieczył łódź wzdłuż sąsiedniego statku by zminimalizować szkody.
Kilka chwil później obie nasze załogi weszły na otwarte morze i płynęły razem z wiatrem na południe. Po godzinie fale się uspokoiły i można było spokojnie przygotować posiłek.


Przez kolejne godziny podróż trwała nużąco do momentu gdy połowa załogi zmogła choroba morska, w tym mnie. Nawet czytanie nie pomagało. Ten kilkugodzinny rejs rozstroił błędnik u większość załogi. By troszeczkę się uspokoić ulokowałem się w centrum górnego pokładu. W miejscu gdzie wahania statku były najmniejsze.
W istocie po paru godzinach problem z choroba morską zniknął. Pierwszy dzień uodpornił mnie na jakiekolwiek nawroty choroby morskiej.

Ukryty fort

Kilka godzin później zacumowaliśmy do głównego portu wyspy Paksos, Gaios. Większość załogi skupiła się na pływaniu i nurkowaniu, mnie bardziej zaintrygowała mała wysepka znajdująca się zaraz przy porcie.


Popłynąłem na nią pontonem. Na jej szczycie pośród gęstych drzew ukryta była wenecka forteca. Twierdza ta została wybudowana w około XV wieku w celu ochrony kompleksu wysp przed piratami. Forteca chroniła szlak handlowy na którym opierał się handel oliwy z oliwek z tutejszych wysp. Pod koniec XVIII wieku Wenecjanie opuścili te ziemie, a na początku XIX wieku twierdza została zdobyta przez Greckiego oficera.




Wyspę Paksos można jeszcze znaleźć w mitologii. Mianowicie Posejdon użył swego trójzębu by oddzielić wyspę od Korfu po to by stworzyć potajemnie miejsce spotkań z nimfą wodną – Amfitrytą.
Wieczorem pozostał czas na zwiedzanie miasta Gaios. Podobnie jak Korfu, też bardzo oblegana przez odwiedzających.





3.Miasto nocą

Nad ranem odcumowaliśmy liny od brzegu i ruszyliśmy na południe Grecji, w stronę Leukady.


Po drodze zatrzymaliśmy się przy małej wyspie Antipaksos. Przez blisko dwie godziny mogliśmy spędzić na przy jej brzegu relaksując się w ciepłej i przejrzystej wodzie.




Po kolejnych długich godzinach rejsu po morzu Jońskim zbliżyliśmy się do wyspy Leukada. Wyspa od północno-zachodniej części jest połączona mostem obrotowym ze stałym lądem. Przejście przez przesmyk otwiera się na chwilę o pełnej godzinie, dając czas na przepłynięcie statkiem.




Na końcu kanału zaczyna się samo miasto Leukada oraz największa marina w tym regionie.


Kiedy przybijamy do brzegu na horyzoncie słońce zaczynało zachodzić, a miasto natomiast zaczynało się budzić do życia, okoliczne knajpy zapełniały się klientelą, a bulwary były przepełnione spacerowiczami.