Zdjęcia prezentowane w tym wątku należą do różnych autorów.

Pomysł wyruszenia do Izraela i Jordanii narodził się w 2015 roku. Podróżując autostopem po Islandii poznałem wielu ciekawych i życzliwych ludzi. Kilku z nich było Izraelczykami i opowiadali o swoim kraju z podziwem i fascynacją.
Jesienią tamtego roku zbadałem dokładnie temat wspomagając się Internetem. Opcja autostopu w Izraelu wydała się jak najbardziej możliwa i skutkowała w tamtym regionie. Kraj na dodatek nie był wcale tak wielki, więc i dystanse byłyby możliwe do pokonywania. A skoro już zacząłem myśleć poważnie o Bliskim Wschodzie to czemu by nie zwiedzić jeszcze Jordanii. Koszty jednak mocno skoczyłyby w tym przypadku, ale można by było zwiedzić dzięki temu słynną Petrę będącą jeden z “7 nowych cudów świata”.
W momencie wyszukiwania ciekawych miejsc zaczęły pojawiać się problemy z dojazdem do nich, gdyż obawiałem się znikomego ruchy samochodowego. Co za tym szło, zaczęły rodzić się pewne wątpliwości podróży autostopem.
Pod koniec 2015 roku, podczas rozmowy ze znajomą, odkryłem, że w bliskim otoczeniu jest i ona zainteresowana takim wyjazdem. Chwilę później dołączyła do nas jej siostra i można było zacząć myśleć poważnie o wspólnym podróżowaniu. Od tamtego momentu postanowiłem, że znajdziemy jeszcze jedną albo dwie osoby i w okolicach kwietnia/maja polecimy do Izraela i Jordanii poznawać słynne zabytki, odkrywać pustynie i umierać w niemiłosiernym słońcu.
Przerobiliśmy setki stron internetowych, blogów i forów by się dobrze przygotować na każdą ewentualność i zdobyć jak największą wiedzę o tamtych regionach. Z czasem nawet pojawiali się różni zainteresowani z chęcią dołączenia do wyprawy, ale i oni z różnych przyczyn prędzej czy później rezygnowali. Dopiero na przełomie lutego i marca ustaliliśmy ostateczny skład zespołu gdy pojawiła się zdecydowana ostatnia osoba.
W składzie Joanna, Małgorzata, Rafał i ja – Daniel, przystąpiliśmy do znalezienia najtańszego lotu do Tel Awiw na dwa tygodnie. Dzięki promocją znaleźliśmy lot na maj za około 420 zł od osoby z Katowic. Następnie, przez trzy kolejne miesiące pozostało nam przygotowanie się do naszej podróży.

Podczas naszych przygotowań i podróży każdemu zostały przydzielone zadania.
Rafał jest najmłodszym uczestnikiem naszej wyprawy. Zadeklarował się jako nasz kierowca i świetnie się spisał w tej roli. Nie da się też o nim powiedzieć, że był oszczędny w robieniu zdjęć, bo robił ich najwięcej z nas wszystkich.
Asia zawsze na bieżąco sprawdzała dostępność tanich lotów do Izraela, byśmy nie przegapili okazji. Przewertowała też sporo blogów czy forów, dzięki czemu świetnie wspomagała nas informacjami praktycznymi.
Gosia bardzo dobrze sprawdziła się za naszego przewodnika, zawsze gdzie się pojawialiśmy mogliśmy uzyskać od niej sporo przydatnych informacji o tym miejscu. Wielce się zaangażowała w organizacje noclegów oraz była naszym skarbnikiem przez cały czas.
No i ja, skromny organizator, któremu to przypadło ułożenie trasy wycieczki i nawigacja po Izraelu i Jordanii. Zdarzało mi się też targować jeśli przychodziło rozmawiać o transport.
Każdy z nas odegrał dużą rolę w tym wyjeździe dzięki czemu przeżyliśmy wiele ciekawych przygód na trasie.

 

Dzień 8.05.16 – Przylot
Na zegarku wybiła godzina 4:30, lot miałem przewidziany dopiero na 16.20. Byłem jednak mocno niewyspany przez całonocną imprezę urodzinową mojego brata, a musiałem jeszcze się dostać pociągiem do Poznania skąd cała nasza czwórka ruszała samochodem na lotnisko do Katowic.
Tak się składa, że cała grupa z wyjątkiem mnie mieszka w Poznaniu, czyli to ja miałem największą niedogodność związaną z dojazdem ze Szczecina.
W pociągu mogłem sobie pozwolić na odespanie kilku godzin. A kiedy dotarłem do Poznania, po czym wszyscy spakowaliśmy się do samochodu, również mogłem pozwolić sobie na kilka godzin snu.
Na lotnisku jednak przeważało spore grono ludności żydowskiej. Parę dni wcześniej, dokładnie 5 maja odbył się Marsz Żywych i sporo osób przyjechało do Auschwitz oddać hołd ofiarom Holocaustu. Tego dnia wielu z nich wracało do swojego kraju i my jako nieliczna garstka Polaków leciała wraz z nimi.

Po wylądowaniu w Tel Awiwie, mnie z Rafałem zatrzymano do krótkiej rozmowy kontrolnej. Zadano nam zwykłe rutynowe pytania typu: “Dokąd się wybieramy?”, “Jaki mamy cel?”, “Jak długo znam moich towarzyszy?” i najbardziej nietypowe “Czy wraz z Rafałem jesteśmy parą?”. Po 5 minutowej rozmowie zostaliśmy puszczeni wolno. Informacje zebrane w Internecie pozwoliły mam przygotować się na możliwe częste kontrole i przepytywania ze strony pracowników lotniska bądź funkcjonariuszy. Przede wszystkim do takich rozmów trzeba uzbroić się w cierpliwość.
Dziewczyn również spotkała taka sama przyjemność kilka minut później. W momencie kiedy ja z Rafałem przeszliśmy kontrolę paszportową swobodnie, koleżanki zostały zatrzymane na dobre 10 minut, co przez chwile wzbudzało nasze obawy.
Na zewnątrz lotniska zastała nas noc, ale temperatura była bliska 25 stopni. Po za tym większych problemów tego dnia nie napotkaliśmy, aczkolwiek musieliśmy jeszcze dostać się do Jerozolimy. O godzinie 22 jedynym wyjściem jakie mieliśmy to skorzystanie z taksówki zbiorowej. Koszt jaki wyszedł za osobę to nie bagatela 19$ (sic!). Z braku alternatywy i po dłuższym zastanowieniu skorzystaliśmy z tego transportu, aczkolwiek czuliśmy, że zostaliśmy mocno naciągnięci przez starszego taksówkarza.
Zawiózł nas bezpośrednio na stare miasto, gdzie mieliśmy hostel. Po czym grzecznie poinstruował nas byśmy pilnowali wszystkie nasze rzeczy, czy to plecaki czy kieszenie. Oraz byśmy byli uważnie w szczególności w obecności rozbieganych dzieciaków.

Dzień 9.05.16 – Jerozolima i Betlejem
Nad ranem, po wymienię pieniędzy w kantorze, mieliśmy udać się do Betlejem. Przy dworcu autobusowym zaczepił nas taksówkarz oferując nam transport w tą i z powrotem za astronomiczną cenę 300 ILS (1 szekel = 1 złoty), chwilę później zbitą do 200 ILS. Stanowczo jednak odmówiliśmy, gdyż można było się dostać do miasta narodzin Jezusa Chrystusa zwykłą komunikacją miejską. Za bilet autobusowy w jedną stronę od osoby zapłaciliśmy zaledwie 6,80 ILS, a podróż nie trwała wcale długo, bo Betlejem było oddalone o 10 km.

 

Betlejem leży w Autonomii Palestyńskiej, co znaczy, że trzeba przejechać przez punkty wojskowe w których odbywa się kontrola. W naszym przypadku wystarczyło zwyczajnie machnąć paszportem po czym zostaliśmy przepuszczeni wolno. Palestyńczycy natomiast musieli wysiąść z autobusu do bardziej skrupulatnej kontroli.
W Betlejem był ścisk, ale ceny były dużo niższe od tych, które widzieliśmy w Jerozolimie. Dostaliśmy tu falafela za 3 ILS, który kosztowałby 3 razy więcej w samej stolicy Izraela.
Największą atrakcją odwiedzaną w Betlejem przez turystów i pielgrzymów jest natomiast Bazylika Narodzenia Pańskiego, w której znajduje się Grota Narodzenia Chrystusa.

Miejsce narodzin Jezusa Chrystusa

Bazylika Narodzenia Pańskiego

 

Zaraz obok bazyliki można było zobaczyć prawdziwy akcent polskości!

Jan Paweł II, Biedronka i biało-czerwona flaga

 

Po zwiedzeniu bazyliki wracamy na stare miasto w Jerozolimie tym samym sposobem w jaki przyjechaliśmy. Stare miasto jest podzielone na 4 różne dzielnice kulturowe: żydowską, muzułmańską, ormiańską i chrześcijańską.

Brama Damasceńska

V stacja

 

Pierwszy przystanek podczas zwiedzania starego miasta przypadł w dzielnicy żydowskiej przy Ścianie Płaczu. Przy każdym wejściu do tego świętego dla Izraelitów miejsca, obowiązkowa kontrola osobista z bramkami elektromagnetycznymi.
Dostęp do ściany jest podzielony na dwie sekcje, pierwsza wyłącznie męska do której nie mogą mieć dostęp kobiety, oraz druga ogólnodostępna tak samo jak i dla mężczyzn, tak i dla kobiet. Przy najświętszym miejscu judaizmu obowiązuje jarmułka na głowach panów. Dla turystów i odwiedzających są dostępne papierowe nakrycia zaraz przy dojściu do ściany.

Ściana Płaczu

Dzielnica Żydowska i Muzułmańska

Dream Team

 

Z większych zabytków zobaczyliśmy jeszcze Mury starego miasta i jego dzielnice.

VII stacja

 

Bazylikę Grobu Świętego.

Bazylika Grobu Świętego

Kamień Namaszczenia

Kopuła bazyliki

 

Ciekawostka.
W Wielką Sobotę w bazylice Grobu Świętego można być świadkiem tzw. Cudu Świętego Ognia. Prawosławny patryjarcha Jerozolimy trzykrotnie obchodzi edykuł Bożego Grobu. Zdejmuje szaty liturgiczne, tak aby było widać, że nie ma przy sobie żadnych przedmiotów, dzięki którym mógłby rozpalić ogień, następnie z dwoma pękami świec wchodzi do kaplicy Grobu. Wejście jest pieczętowane, a od poprzedniego dnia wszystkie lampy oliwne w kościele są zgaszone. Kiedy patryjarcha wychodzi oba pęki świec się palą i są przekazywane zgromadzonym.

Pod koniec dnia zwiedziliśmy Cytadele Dawida oraz późnym wieczorem wspięliśmy się na Górę Oliwną.

Kościół Konania

Widok z Góry Oliwnej

 

Dzień 10.05.16 – Transport do Jordanii
Z rana ruszyliśmy zobaczyć Kopułę na Skale, która to znajdowała się na Wzgórzu Świątynnym w dzielnicy muzułmańskiej. Na terenie tego miejsca natomiast obowiązywał określony strój, a niektórzy z nas musieli zakupić sobie arafatki by przykryć nogi i móc dalej zwiedzać.
Kopuła na Skale jest jednym z najważniejszych muzułmańskich sanktuariów, a wnętrze tej świątyni jest jedynie przeznaczone dla muzułmańskiej społeczności. Dodatkowo cały ten teren jest abstrakcją tego co się widzi po za Wzgórzem Świątynnym. Gdyż ten teren charakteryzuje się czystością i porządkiem, jednak pozostała dzielnica muzułmańska leżąca na starym mieście jest najbardziej zanieczyszczoną i zaśmiecona ze wszystkich dzielnic.

Kopuła na Skale

 

W kolejnej części dnia czekało nas przetransportowanie się do stolicy Jordanii – Ammanu. Przy jednej z ciasnych uliczek dworca autobusowego znajdowała się firma przewozowa, kursująca bezpośrednio na granicę Izraelsko-Jordańską (42 ILS + 5 ILS za bagaż).
Przy tej granicy czekała nas opłata wyjazdowa (175 ILS – pozostałe dwie granice, jak się później dowiedzieliśmy, posiadały opłatę dużo tańszą, bo tylko 105 ILS, jednak trzeba by było poświęcić dużo więcej czasu na transport w tamte miejsca). Wiza do Izraela jest natomiast darmowa, trzeba tylko opłacić opłatę wyjazdową. Z reguły jeśli ktoś wraca samolotem do swojego kraju to nie musi się przejmować tą formalnością, bo taka opłata jest zawarta w cenie biletu.
Podczas przekraczania granicy ani razu nie byliśmy zatrzymani do kontroli przez służby Izraelskie. Jednak za transport między granicami ponownie zostaliśmy skasowani – tym razem po 55 ILS.

 

Dalej mieliśmy już odprawę paszportową do Jordanii, tu natomiast posiadaliśmy przygotowane wizy zakupione w Polsce, czyli multibilet Jordan Pass (JP).

 

Jordan Pass jest to połączenie biletu z dostępem do ponad 40 atrakcji na terenie całej Jordanii oraz odstąpienie od opłaty wjazdowej do tego kraju. Koszt tego karnetu to 70 JD (1 dinar= 5,50 złotych).
Po odprawie czekał nas transport z granicy Jordanii do Ammanu. Koszt jaki nam oferowano ma początku przez taksówkarzy to 30 JD, jednak obeznani z potęgą targowania w tych stronach i udawaniem niezainteresowanych, udaje nam się zbić dużo z ceny. Wystarczyło przejść może 200 metrów i odmówić 5 taksówkarzom, by cena spadła prawie o połowę – do 16 JD.

Po przyjeździe do stolicy spotkaliśmy się z problemem rozmienienia pieniędzy na drobniejsze u taksówkarza, nic nie wskórało chodzenie po wszystkich straganach i sklepach by ktoś chciałby nam pomóc. Dopiero właściciel pewnego lokalu, po umówieniu się, że wstąpimy do niego na obiad, pomógł nam rozmienić pieniądze.

Na drogach rządzi prawo większego, a piesi muszą sobe radzi jak mogą.

 

W hostelu sytuacja podobna. Kierownik też nie potrafi w tym momencie wydać całej kwoty od razu, wciska nam natomiast butelki wody mineralnej, a po resztę pieniędzy mamy przyjść później.

By nie tracić całego dnia ruszyliśmy do Teatru Rzymskiego będącego jednym z dwóch zabytków w stolicy. Teatr Rzymski w Ammanie został wybudowany w II wieku za panowania cesarza Piusa.

Teatr Rzymski

Wystawa proni palnej krótkiej

Wystawa proni palnej długiej

Kultura beduińska

 

Zwiedzanie miasta nie wydaje się być przyjemną rozrywką ze względu na słabo dostosowane możliwości poruszania się pieszych. Praktycznie rzecz mówiąc, na tym kończymy nasz spacer po stolicy, bo wcale nie uśmiecha nam sie zwiedzanie ruchliwych ulic.

 

Po powrocie do hostelu zaczepił nas kierownik nietypową z prośbą o drobną przysługę. Mianowicie chciał byśmy pojechali z jego kuzynem do “Tax-free Shop”, sklepu wolnego od podatku dla turystów, po papierosy. My mamy tylko służyć naszą obecnością i paszportami do pomocy przy kasie, a w zamian zrewanżuje się shishą. Alternatywy ciekawszej nie mieliśmy w tamtym momencie więc przystaliśmy na propozycje.
Pojechaliśmy samochodem praktycznie na drugi koniec miasta, dodatkowo zakupy nie skończyły się tylko na papierosach, ale i dużej ilości whisky i shishy.

Po powrocie otrzymaliśmy obiecaną fajkę wodną oraz znakomitą beduińską herbatę na dachu hostelu, gdzie spędziliśmy kilka dobrych godzin w miłym towarzystwie anglika i kierownictwa hostelu.

 

Dzień 11.05.16 – Ajloun i Dżarasz
Z rana, całą grupą, udaliśmy na dworzec autobusowy. Skąd mieliśmy dostać się wpierw do zamku Ajloun, a w drodze powrotnej zahaczyć o starożytne miasto Dżarasz. Podróż kosztowała nas zaledwie 1 JD za osobę w jedną stronę, co było bardzo przyzwoita ceną.
Dzień wcześniej w hostelu byliśmy nagadywani przez kierownika by skorzystać z jego super oferty i pojechać z nim do zamku Ajloun. Kwotę którą zaoferował była 10 razy wyższa. Tłumaczenie mu, że całą trasę można zrobić dużo taniej na własną rękę nic nie dawało, bo tylko bardziej dawał nam do zrozumienia, że jego oferta i tak jest najlepsza orz byśmy nie wierzyli w jakieś niepewne informacje.
W autobusie natomiast jadącego już do zamku Ajloun poznaliśmy młodego Jordańczyka, poprosił dyskretnie byśmy komunikowali się tylko za pomocą jego telefonu. Uprzedził nas grzecznie ile kosztują tu usługi za transport oraz w razie problemów podał nam swój numer telefonu by sie z nim kontaktować. Kiedy wysiedliśmy z autobusu zaczepił nas jeszcze na chwilę i zasugerował byśmy na siebie uważali oraz w każdej chwili chętnie nam pomoże w razie problemów.
Do zamku Ajloun wspinaliśmy się godzinę stromą drogą, ale nikt z naszej czwórki nie pokazywał po sobie zmęczenia.

 

Na wzniesieniu mogliśmy podziewać pozostałości jednego z nielicznych najbardziej zachowanych muzułmańskich zamków. Ten był datowany na XII wiek.

 

Droga powrotna była znaczniej łatwiejsza i trasę pokonaliśmy dużo szybciej. Niestety w oczekiwaniu aż zapełni się autobus, powoli traciliśmy cierpliwość. Kiedy już ruszyliśmy, po godzinie dotarliśmy do miasta Dżarasz w którym znajdowały się starożytne ruiny.
W IV w p.n.e. zostało złożone tu potężne macedońskie miasto przez Aleksandra Wielkiego, po czym rozkwitło za panowania rzymskiego. W VIII wieku nastąpiło jego doszczętnie zniszczone przez trzęsienie ziemi, a ruiny zostały odkryte dopiero w XIX wieku.

 

Koło 17 ruch trochę zaczynał zamierać na ulicach i autobus powrotny do Ammanu nie potrafił się zapełnić pasażerami. Kierowca zorganizował nam alternatywny transport prywatnym samochodem do stolicy.
Będąc znów na dworcu autobusowym, chcieliśmy jeszcze złapać taksówkę do hostelu. Tu nie było żadnego problemu, wystarczyło tylko stanąć na ulicy i podnieść rękę by ktoś się zatrzymał.

Kolejną część przygód z Izraela i Jordanii znajdziecie tutaj >