Podróż powoli dobiegała końca.

Po urokliwym Dubrowniku i Kotorze liczyłem na niesamowity Rzym który mnie pochłonie całkowicie. Ale nim miało to jeszcze nastąpić czekały mnie dwa intensywne dni spędzone w Chorwacji.

Dzień 8. Split – 7.09.15

Split jest jednym z największych miast Chorwacji, niestety liczba zabytkowych miejsc w okolicy nie jest wcale wielka. Miasto bardziej służy turystom ilością plaż, restauracjami na bulwarach oraz portem jachtowym dla żeglarzy, aniżeli poznawaniu historii i architektury tego miejsca. Jest jedna dobra alternatywa by uciec od zgiełku turystycznego i udać się na zachodnie wybrzeże Splitu. Na niewielkim półwyspie znajduje się Park Šuma Marjan a na nim wznosi się wzgórze Marjan mające 178 m wysokości, skąd rozciąga się doskonały punkt widokowy, gdzie to można obejrzeć całe miasto oraz morze Adriatyckie. Spacerując po terenie parku można znaleźć aż sześć świątyń, a najstarsza z nich stoi od XIII wieku. Park porośnięty jest iglastymi drzewami i oddalony od miejskiego hałasu. Idealne miejsce by na chwilę skryć się w cieniu oraz cieszyć się ciszą i spokojem. Przyjemne miejsce na kilkugodzinną wędrówkę o każdej porze dnia czy nocy.

Po południu kolejny raz odwiedziłem centrum Splitu.


Dzień 9. Trogir, lot – 8.09.15

Ostatni dzień w Chorwacji przed lotem do Rzymu spędziłem w Trogirze.
Mieście będącym jednym z najbardziej znaczących portów na morzu Adriatyckim. Starówka tego miasta została wpisana na listę UNESCO i skrywa wiele pięknych zabytków takich jak pałac Stafileo, katedra św. Wawrzyńca, pałac Ćipiko, wieża zegarowa czy twierdza Kamerlengo. Samo miasto zostało założone w III w. p.n.e. przez greckich kolonistów.

Po odwiedzeniu Trogiru trzeba było udać się na nadchodzący lot do Rzymu. Zaraz przy lotnisku znajdowały się sady owocowe, a że wrzesień był okresem zbiorów można było poczęstować się figami czy dojrzewającymi winogronami.
Wrzesień okazał się idealnym okresem na podróżowanie. Temperatury w dzień były przyjemne, a woda w morzu ciepła.
Po dotarciu na lotnisko, po raz kolejny spotkałem swoich znajomych, jednak tylko na chwilę dane było mi z nimi porozmawiać. W samolocie mieliśmy osobne miejsca a po wylądowaniu w Rzymie rozdzieliliśmy się.
Port lotniczy Fiumicino był oddalony od stolicy jakieś 30 kilometrów. Na zewnątrz zapadł już zmrok, a lotnisko powoli stawało się puste. Ktoś mył podłogę, ktoś inny zamykał sklepik. Sporadyczne loty miały się jeszcze przez noc odbyć. Gdzieś po kątach porozrzucani byli ludzie chcący przeczekać noc. Idąc za przykładem paru osób rozłożyłem karimatę z dala od ruchliwego przejścia i w półśnie czekałem do rana. Może po godzinie obudził mnie mały hałas. Obsługa lotniska widząc śpiące osoby na ziemi rozłożyła metalowe barierki wokół nich w celu zapewnienia przestrzeni do snu.

Dzień 10. Rzym – 9.09.15

Nad ranem złapałem z lotniska tani autobus jadący do centrum Rzymu. Podróż trwała bardzo długo ze względu na poranne korki wiodące do Wiecznego Miasta. Poranny ścisk, hałas oraz impulsywność włoskich kierowców trochę przerosła moje oczekiwania o przyjaznym mieście. Szybko jednak zyskało moją sympatie wdziękiem architektonicznym i centrum bardziej przyjaznym dla turystów.
Atrakcje historyczno-turystyczne okazały się gęsto rozlokowane po całym mieście. Potrzeba było poświęcić sporo czasu by odwiedzić te najdalej oddalone od centrum. Posiadałem niestety tylko jeden cały dzień by zobaczyć jak najwięcej ze stolicy Włoch. Dzień w Rzymie to niestety za mało by poznać choć ułamek czaru tego miasta, ale wystarczający by obejrzeć najważniejsze jego atrakcje. Większość wspaniałych miejsc nie jest wcale mocno oddalone od centrum miasta.
Poranny spacer po olbrzymich ogrodach Borghese wśród wiecznie zielonych sosen i śpiewie ptaków sprawia, że człowiek może zapomnieć, że jest w stolicy Włoch. Wszędzie otaczające rzeźby i starożytne świątynie sprawiają, że się jest w innym świecie. Czas wydaje się płynąć w parku znacznie wolniej.



Przy zachodnim krańcu parku znajduje się taras Pincio zbudowany za czasów cesarza Aureliana. Ze wzgórza Pincio niesie się widok na Piazza del Popolo (Plac Wszystkich Ludzi). Plac charakteryzuje się wielkim obeliskiem znajdującym się na jego środku, który to został przeniesiony Circus Maximus – najstarszy i największy cyrk starożytnego Rzymu.


Nie tak daleko od Placu Wszystkich Ludzi dotrzeć można było do Schodów Hiszpańskich. Gdzie na ich szczycie znajduje się XVI-wieczny kościół Trinità dei Monti. To jedne z najdłuższych i najszerszych schodów w Europie. Tracą niestety swój urok gdyż wiecznie są oblegane przez turystów.

Idąc w stronę rzeki Tyber trafiłem na piękną XVII-wieczną bazylikę San Carlo al Corso.

Dalej tylko powierzchownie rzuciłem okiem na Watykan oraz Zamek Świętego Anioła, gdyż czekając w kolejce do siedziby najwyższych władz Kościoła katolickiego oraz do zamku zajęłoby cały dzień.

Aby móc zobaczyć jak najwięcej tego dnia ruszyłem na chwilę na plac Piazza Navona. W centrum placu stoi fontannę Czterech Rzek – symbol 4 rzek z 4 kontynentów: Nil, Dunaj, Rio de la plata i Ganges. Cały plac jest przepełniony straganami i artystami ulicznymi.

Niedaleko placu znajduje się słynny Panteon w Rzymie. Budowla jest jedną z najlepiej zachowanych budowli z czasów starożytnego Rzymu. Początkowo miała służyć jako świątynia ku czci boskich patronów, a od VII wieku był użytkowany jako kościół katolicki.


Idąc odwiedzić fontannę di Trevi niefortunnie trafiłem na jej remont.

Stamtąd trafiłem prosto na Plac Wenecki a następnie do pałacu, w której część muzealna prezentowała historię wojskową Włoch i Rzymu.


Na sam koniec zostawiłem sobie już Forum Romanum, Palatino oraz Koloseum będące jednym z moich głównych celów mojej podróży oraz będącego 1 z 7 nowych cudów świata.







W drodze na autobus odwiedziłem jeszcze o Bazylika św. Jana na Lateranie.

Na lotnisko wróciłem koło 22, gdzie spędziłem podobnie noc jak dzień wcześniej, czekając na poranny samolot do domu.

Wrzesień okazał się momentem by odwiedzić Bałkany Zachodnie i Rzym. Ciepły klimat, wspaniała architektura, bogata historia i bardzo aktywnie spędzony czas sprawiło, że przywiozłem z tego wyjazdu same miłe wspomnienia. Ludzie byli niesamowici, często budowali uśmiech na mojej twarzy i zawsze skorzy do pomocy. Żal mi tylko jednego, że miałem tak mało czasu by cieszyć się dłuższym pobytem w stolicy Włoch, bo miasto jest warte by je dłużej poznać.