Bałkany Zachodnie okazały się bardzo urokliwym miejscem.

Górzyste tereny porośnięte dojrzewającymi ogrodami figowymi i winogronowymi nad wodami Adriatyku tworzyły malowniczy widok. Ludzie byli sympatyczni, pora pogodowa idealna, a średniowieczna architektura była fascynująca. Dubrownik i Kotor, było zaledwie początkiem tego co zobaczyłem do tej pory.

Dzień 4. Stari Bar i Kotor – 3.09.15

Miałem ruszyć na południe kraju w tym celu musiałem wykorzystać dostępny transport publiczny. Połączenia autobusowe w Czarnogórze okazywały się bardzo funkcjonalne. Bez problemu pozwalały przemierzać tak samo krótkie jak i długie dystanse. Czarnogóra wcale nie jest wielka i dotarcie na południe kraju do Bar nie zajęło długo.
Bar jest miastem położonym niedaleko granicy z Albanią gdzie znajduje się największy czarnogórski port morski kraju. Przez długi okres czasu tereny te należały do Turcji i dopiero pod koniec XIX wieku zostało odzyskane przez Czarnogórców. Miejscowość dzieli się na Nowy Bar i Stary Bar. W nowszej części znajdują się ośrodki turystyczne, kurorty i plaże. Starsza część ma do zaoferowania jedną z najlepiej zachowanych warowni z VI w. Na wzgórzu stoi do tej pory kamienna wieża i turecki akwedukt. Niestety w skutek trzęsienia ziemi w latach 1970 miasto mocno ucierpiało. Od tamtego czasu zabytek powoli odzyskuje swój wdzięk. A spacer w granicach jego murów oraz okoliczna panorama są przepiękne.






Pod wieczór, kiedy to wróciłem do hostelu, trafiłem w sam środek imprezy. Europejczycy, Amerykanie, Australijczycy i Azjaci wymieniali się opowieściami o swoich podróżach przy piwie. Najciekawsze okazały się rozmowy o Kambodży, Wietnamie i Tajlandii, gdzie to mały budżet pozwalał na przemierzenie krajów wzdłuż i wszerz. Idealne miejsca do których mógłbym się kiedyś wybrać i je poznać, a być może i zostać na dłużej.

Dzień 5. Kotor – 4.09.15

Późno w nocy do dormitorium zaczęli schodzić się imprezowicze. Co chwilę słychać było jak ktoś otwiera i zamyka stare skrzypiące drzwi. Ktoś się o coś potknął w ciemności, inny zahaczył nogą o łóżko, a gdzieś z końca sali dobiegło głośne chrapanie. Rumor przeciągał się przez prawie dwie godziny nim wszyscy pousypiali i nastała cisza.
Kolejnego dnia nie było łatwo by wstać z łóżka, ale słońce przeciskało się przez zamknięte okiennice i sygnalizowało, że poranek dawno minął. Ruszyłem do kuchni, gdzie kręciła się garstka zmordowanych osób minionej imprezy. Dla nikogo ten dzień nie zaczął się łatwo i przyjemnie.

Podczas kolejnych paru godzin dzień mijał mi bardzo leniwie. Włóczyłem się wzdłuż wybrzeża Zatoki Kotorskiej i powoli dochodziłem do siebie po minionej nocy. Nie raz przysiadł na murku w cieniu i obserwowałem piękną okolicę.


Tuż przed zmierzchem, kiedy to odzyskałem pełnię sił, raz jeszcze wspiąłem się na mury starego miasta. Powoli ale pewnie wdrapałem się na sam szczyt. Tam zmrok zapadł bardzo szybko. Na górze jednak czekał na mnie najbardziej urokliwy obrazek całej mojej wyprawy. Bajkowo rozświetlona Zatoka Kotorska. Jeśli bym mógł spędzić w Kotorze więcej dni wracałbym w to miejsce każdego wieczora.




Dzień 6. Transfer Split – 5.09.15

Kiedy opuszczałem swój hostel, na starym mieście nie było ani jednej żywej duszy. Miasto które za dnia jest pełne turystów o poranku stało puste. O świcie Kotor wydawał się cichy i spokojny, a zarazem jeszcze bardziej urokliwy i piękny.


Ruszyłem na dworcu autobusowym stała garstka ludzi. Wszyscy oczekiwali na poranny autobus jadący do Chorwacji, a może i dalej. Moim celem był Split, a do przejechania miałem połowę Chorwacji w tym przejście graniczne z Czarnogórą i dwie z Bośnią i Hercegowiną.
Bośnia i Hercegowina ma jedyny dostęp do morza Adriatyckiego właśnie na krótkim odcinku 10 kilometrowym, gdzie dzieli Chorwację na dwie części.
Trasa biegła wzdłuż morza Adriatyckiego, a przez okno towarzyszył mi deszczowy i pochmurny widok. Na moje szczęście jedyny nie słoneczny dzień wypadł właśnie w momencie, kiedy większość czasu spędziłem w autokarze.
Późnym popołudniem autobus zatrzymał się w centrum Splitu. Na pierwszy rzut oka miasto wydało mi się tłoczne i głośne. Większość ludności stanowili turyści, którzy spacerowali bulwarami. Wzdłuż przystani stały przymocowane wielkie i bogato wyposażone jachty. Między budynkami panował luźny handel, a w restauracjach grała żywa muzyka. Ulice przepełniał zapach świeżych ryb oraz hałas mew.
Centrum minąłem szybko, po czym znalazłem się w dzielnicy mieszkalnej, gdzie szukałem hostelu. Nieoznakowany dom nie wyróżniał się w żaden sposób od innych budynków. Żadnego znaku czy tabliczki, jedynie konkretny adres pozwolił trafić bezpośrednio na miejsce. Zakwaterowałem się prawie w sercu Splitu, skąd miałem kilka kroków do najbardziej żywej części miasta. Stare miasto posiadało przyjemny starorzymski klimat, niestety było przepełnione setkami turystów. Przez co zwiedzanie często okazywało się męczące i mało atrakcyjne. Przyjemniej zrobiło się wieczorem kiedy miasto lekko opustoszało, a na ulicach zaczęli pojawiać się uliczni grajkowie.


Dzień 7. Solin, Split – 6.09.15

W niedzielę rano, kiedy jeszcze słońce nie sięgało zenitu i temperatura była przyjemna ruszyłem spacerem w stronę historycznego miasta Solin.
W starożytnym Rzymie, Solin był jednym z najbogatszych z miast Adriatyku. Rzymianie zbudowali w nim amfiteatr, teatry, świątynie, łaźnie i forum. Datuje się, że około VII wieku miasto zostało najechane i zniszczone przez Awarów i Słowian.
Teraz w Solinie stoją fundamenty i ruiny całego miasta tworząc rodzaj parku otoczonymi drzewami owocowymi fig oraz winogronami.